Świadectwa powołania

s.M.Dominika

DSCN4458

Kilka dni temu minęło 58 lat od mojego wstąpienia do klasztoru. Pochodzę z wioski niedaleko Głogówka. Pamiętam ten moment, naszą wyprawę. Do Nysy wcale nie było tak łatwo się dostać. Końmi musieliśmy dojechać do Głogówka, a potem dalej podróżowaliśmy pociągiem. Pomyliły nam się stacje, ale na szczęście zdążyliśmy wrócić do wagonu. Szczęśliwie dotarłam na miejsce, by zacząć nowe życie. Miałam wtedy 21 lat. Tata już nie żył. Towarzyszyła mi mama i młodszy brat. Nie chciałam iść do klasztoru. U Elżbietanek miałam już trzy ciocie. Czasami zagadywały mnie, kiedy ja przyjdę. Zawsze odpowiadałam, że: „Ja nie…” Ale z wiekiem nastąpił jakiś przełom, coś drgnęło. Zauważyłam, że mimo tego, że wstydziłam się przebywać w obecności sióstr zaczęło mnie to cieszyć. Nawet to, że mogę dotknąć ich habitu. Teraz może się to wydawać zabawne. Ale tak wtedy rozeznawałam moją drogę. Pan Bóg daje nam różne znaki. Postanowiłam zaryzykować. Powiedziałam cioci, a ona umówiła mnie na rozmowę z Siostrą Prowincjalną. Miałam datę wstąpienia. Mama, gdy się dowiedziała o mojej decyzji bardzo się przejęła. Powiedziała mi wtedy, że to jest poważna decyzja, na całe życie. Kolejnym krokiem było zwolnienie się z pracy. Postawiłam wszystko na jedną kartę. I tak wstąpiłam do naszego Zgromadzenia. Pamiętam też mój pierwszy posiłek. Moją uwagę przykuł napis, który znajdował się w refektarzu: „ Jeść będą ubodzy i najedzą się i chwalić będą Pana”. Tak, od tej chwili jestem uboga, to znaczy, że teraz sam Bóg zatroszczy się o mnie. Jak obiecał tak zrobił i troszczy się już tyle lat.